Moi drodzy, dziś o tym, że w pojedynkę jest dużo trudniej. Proste, prawda? Znam osobę, która mówi, ze chociażby ze względu na wyciąganie siatek z bagażnika, warto było wychodzić za mąż, o innych przyjemnościach, nie wspominając. Możemy się kłócić, nie rozumieć, obrażać, mogą nam się przydarzać ciche dni i trzaskanie drzwiami. Ale to nadal nie zmienia faktu, że RAZEM ŁATWIEJ! Agenci wszelkiej maści, komandosi, komiwojażerowie, alpiniści i ratownicy medyczni – wszyscy pracują dwójkami.

My małżonkowie mamy równie poważne zadania do ogarnięcia i chyba dlatego mamy zawsze zapewnione osobiste wsparcie. A przynajmniej powinniśmy mieć.

Wytłumaczę Wam to na przykładzie naszej aktualnej sytuacji.Jest wojna. I to u sąsiadów, a nie na innym kontynencie. Do tego agresor jest nam aż za dobrze znamy. Dookoła nas od rana do nocy przytłaczające obrazy, informacje i jeszcze więcej informacji i jeszcze więcej obrazów. Odruchowo liczymy kilometry….Właśnie teraz, to nasze RAZEM jest nam na serio bardzo pomocne. RAZEM łatwiej nam żyć.

Tak to już w małżeństwie jest skonstruowane, że raz jeden jest silniejszy, raz drugi. Każdy z nas ma swoje słabsze i mocniejsze strony. Jeden się szybciej zapala i angażuje, drugi jest lepszym organizatorem. Jeden umie gotować, drugi sprzątać. Jeden wymyśla wyjazdy, drugi pakuje. Raz jeden ma więcej siły, raz drugi. Dlatego w tak zwanym dobrym małżeństwie wszystko powinno nieźle działać. Bo raz ja pomagam Tobie, a innym razem Ty pomagasz mi.

I teraz uwaga: jeden boi się zawału, a drugi boi się… wojny. My kobiety, oczywiście nie wszystkie i nie zawsze, mamy niejako w naturze, silny lęk przed wojną. To jest jakiś atawizm, trauma pokoleniowa i balast naszego kontekstu historycznego. Wojna była w Polsce prawie zawsze. Przeciętna polska kobieta słyszy „wojna” i widzi swoje dzieci głodne, zmarznięte i przerażone. Słyszy „wojna” u sąsiadów i widzi męża pakującego plecak i dzieci czepiające się jego spodni. Słyszy „wojna” i wie, że będzie sama. Słyszy „wojna” i odruchowo niemal, odczuwa przytłaczającą bezradność i lek. Może przerażenie i smutek. Może panikę. „Skąd wezmę jedzenie, jak się nimi zajmę, mąż i synowie pójdą na wojnę, jak ja sama dam radę?” Mogą do tego odruchowego leku, dojść objawy fizyczne np. bezsenność, problemy z oddychaniem, rozstrój żołądka, pieczenie w mostku, skoki ciśnienia, niekontrolowany płacz itp. Tak może się zdarzyć i wiem, że często się dzieje, w tej bardzo żle kojarzącej się nam, sytuacji.Niektóre z nas zauważą to w sobie. Niektóre tego nie stłumią i nie wyprą ze wstydem. Niektóre odważą się i choć zasygnalizują to swoim mężom.Opowiem Wam co możemy na to usłyszeć w odpowiedzi.

– Jaka wojna? Póki co jest za granicą. Po co się boisz na zapas? Nie wybiegaj w przyszłość. Ale masz wyobraźnię. Nie myśl o tym. Skup się na faktach. NATO, Unia, granica itp. Będziesz się martwić, jak będzie potrzeba. No i czego płaczesz? Weź się w garść. Nie panikuj. Na razie nic się nie dzieje. – I kolejne filmiki z ostrzeliwania szpitala w tle. Dziecięcego dodajmy. – Myśl logicznie kobieto, – płynie od męża-mężczyzny, bardzo motywujący przekaz. Niejedna z nas zapewne, z podkulonym ogonkiem, wycofa się do swoich myśli. Ale lęk jej raczej nie opuści.

Dlaczego to piszę?

Kochani mężowie. Nasze lęki, niepokoje o bezpieczeństwo i troska o rodzinę, są jak najbardziej normalne. Łzy też. Kobieta jest piękna, mądra, inteligentna i wrażliwa. Kocha i dba o swoich najbliższych. A jej zawirowanie emocjonalne, czy utrata poczucia bezpieczeństwa w sytuacji zagrożenia, jest po prostu w pakiecie. Tak kochani, mam dla Was wiadomość. Wasza żona jest kobietą. Ożeniłem się z kobietą. I taką właśnie ją kochasz. Taką właśnie masz ją kochać. I takiej masz dać wsparcie. Kiedyś ona wesprze Ciebie. W tym momencie najlepsze co możecie drodzy panowie zrobić, to po prostu próbować ZROZUMIEĆ – NIE OCENIAĆ.

Wasz praktyczny umysł prawdopodobnie myśli inaczej. I stanowczo zabraniam myśleć, że nasz kobiecy nie myśli i nie analizuje. Robi to, ale w tym momencie, my to zagrożenie po prostu CZUJEMY. A z tym się nie dyskutuje. Czujemy i koniec. Ani to złe, ani dobre, ani niczyja wina, ani zasługa.

Ważna zasada do zapisania na lodówce. Uczucia są neutralne moralnie. Teraz czujemy często strach, poczucie zagrożenia i nikt nie jest temu winien, ani nikt nie musi się z tego tłumaczyć. Tak czuję. Ja tego nie postanawiam, ja uczę się pomimo albo Z TYM UCZUCIEM ŻYĆ. 

Drodzy Panowie. Zapytacie zapewne – Jak pomóc żonie? Jak okazać się mężem zasługującym na miano „dobrego”? Już pomagam. Najważniejsze – nie oceniać. (Nie można się bać, a iksińska się nie boi). Nie wyśmiewać. (Ale z Ciebie tchórzliwy zajączek). Nie zawstydzać (oj ty moja panikarko kochana). Próbować zrozumieć jej uczucia. Wy, panowie często lubicie analizować sytuację, roztrząsać, komentować. Politykę traktujecie jak rozmowę o sporcie, brydżu czy piłce nożnej. Może namiętnie i z przejęciem oglądacie wiadomości i relacje, może to przeżywacie, może o tym rozmawiacie z każdym napotkanym człowiekiem. A ja Wam proponuję, zróbcie sobie w głowie klik.Zapytam żonę, jak ona się z tym czuje. Może mi już mówiła, ale nie zwróciłem uwagi. Skoro kobiety w tej sytuacji mogą odczuwać (a statystyczne, w większości odczuwają) wzmożony lek, zapytam jej, jak mogę jej pomóc.

Znam rodzinę, która ustaliła, że nie rozmawiają o tym przy wspólnych posiłkach, nie wywołują tego tematu jak rozmowy o wszystkim, przy stole. Dzieci są kierowane z pytaniami do taty. Gdy temat się zaczyna, mama wychodzi. Dzieci wiedzą, że mama prosi, by o tym nie rozmawiać, bo przypominają jej się smutne historie i jest jej przykro. Wspólnie organizują pomoc itp., ale nie roztrząsają nowych wiadomości i rewelacji, jakie niesie internet. Tej kobiecie to pomogło. Inna zaczęła brać ziołowe leki uspokajające i zablokowała FB. Jeszcze inna zaangażowała się w pomoc przy robieniu paczek i tłumaczenie. Znajoma rodzina wyjechała na narty, by odreagować. Każdy może i powinien znaleźć swój sposób na odnalezienie się w tej sytuacji. Każdy powinien dostać wsparcie. Twoja żona również. Żeby nie było, że pomagamy całemu światu, a najbliższa mi osoba cierpi w lęku i samotności.

Pomysły konkretne: Uwielbiam oglądać wiadomości, chcę być na bieżąco, ale może obejrzę je na komputerze sam i nie będę straszył żony i dzieci. Bo wiem, ze ONI REAGUJĄ NA TO INACZEJ. Może będę próbował mówić o sprawach bieżących, planach wakacyjnych, o pracy, a komentarze i teorie spiskowe amerykańskich tajnych sił zbrojnych zostawię do przedyskutowania z bratem lub z kolegami przy piwie.Najważniejsze co mogę zrobić – zauważę, zapytam i postaram się skupić w tej sytuacji na mojej żonie. Kiedy indziej, to ona zapewne pomoże mi. Bo tak już ten świat jest skonstruowany kochani. Raz ty nosisz ją, raz ona Ciebie i Twoje problemy.

Wiem, ze wy panowie często boicie się chorób, zawałów. Zapach szpitala powoduje omdlenie, a o pobieraniu krwi nie będę nawet wspominać. Pomożemy Wam, zaopiekujemy się, przejdziemy razem każde złamanie, zapalenie płuc, czy nawet wycięcie wyrostka. Są sytuacje, kiedy to my patrzymy logicznie, a Wam włącza się tryb – zagrożenie, lęk i poczucie bezpieczeństwa leci na łeb na szyję. Może w rozmowach o zwolnieniach w firmie, może przy wzroście cen, może kredyty, stopy procentowe itd.

Pamiętajmy kochani. W małżeństwie raz jedno ma się lepiej, raz drugie. Kto silniejszy przejmuje stery i prowadzi waszą łódkę podczas burzy, dopóki drugi nie odpocznie i nie dojdzie do siebie i go nie zastąpi. Dajmy sobie support, Unterstützung, wsparcie i ochronę. Zauważmy swoje gorsze momenty i zasłońmy silniejszy słabszego swoją piersią naprzeciw falom. Raz Ty, raz ja. Tak to już między nami małżonkami jest. Po to siebie mamy. W pojedynkę trudniej, a razem damy radę! Wierzę w Nas!