O mnie.

Nie będzie łatwo, ale zaczynam. W końcu mamy się poznać.

Nazywam się Katarzyna Żółć.

Urodziłam się na morzem, mieszkałam nad Wartą i Odrą, a wylądowałam nad Dunajem. 

Poważnie mówiąc, od 9 lat mieszkam w Niemczech, w Bawarii, nad samiuśkim Dunajem, który tutaj wcale nie jest modry.

21 lat temu podjęłam desperacką decyzję, żeby założyć rodzinę. Nie rodzinę w ogóle, ale rodzinę z tym konkretnym człowiekiem o zabawnym nazwisku. A decyzja była desperacka, bo zaczynałam od zera.

Startowałam bez wzorców, a raczej z każdym negatywnym. Rokowania więc były kiepskie. Prawie się poddałam. To się nie mogło udać. Nie cierpię kretyńskich teorii (które stworzyli chyba sami idealni ludzie) typu: „patrz na rodzinę wybranki lub wybranka, a zobaczysz jaka będzie kiedyś wasza rodzina”.

Nie wierzę w determinizm, nie wierzę w los. Jestem żywym dowodem na to, że praca nad sobą i wola walki, plus pomoc siły wyższej (zasada 12 kroków AA) jest zwyczajnie skuteczna. Można zrobić ze swoim życiem wszystko. I można być szczęśliwym. I można współtworzyć szczęśliwy dom. 

O mnie.

Nie będzie łatwo, ale zaczynam. W końcu mamy się poznać.

Nazywam się Katarzyna Żółć.

Urodziłam się na morzem, mieszkałam nad Wartą i Odrą, a wylądowałam nad Dunajem. 

Poważnie mówiąc, od 9 lat mieszkam w Niemczech, w Bawarii, nad samiuśkim Dunajem, który tutaj wcale nie jest modry.

21 lat temu podjęłam desperacką decyzję, żeby założyć rodzinę. Nie rodzinę w ogóle, ale rodzinę z tym konkretnym człowiekiem o zabawnym nazwisku. A decyzja była desperacka, bo zaczynałam od zera.

Startowałam bez wzorców, a raczej z każdym negatywnym. Rokowania więc były kiepskie. Prawie się poddałam. To się nie mogło udać. Nie cierpię kretyńskich teorii (które stworzyli chyba sami idealni ludzie) typu: „patrz na rodzinę wybranki lub wybranka, a zobaczysz jaka będzie kiedyś wasza rodzina”.

Nie wierzę w determinizm, nie wierzę w los. Jestem żywym dowodem na to, że praca nad sobą i wola walki, plus pomoc siły wyższej (zasada 12 kroków AA) jest zwyczajnie skuteczna. Można zrobić ze swoim życiem wszystko. I można być szczęśliwym. I można współtworzyć szczęśliwy dom. 

Walczymy tak z mężem do dzisiaj, nie ze sobą, a o siebie. O nas. I z tej walki o miłość urodziło nam się sześcioro fajnych ludzi. Tak sześcioro, to nie pomyłka w druku. Ci ludzie są jeszcze młodzi, ale już widać, jacy są piękni. Piękni ludzie, owoce naszej miłości. I naszej walki.

 

 

Zanim jednak tę rodzinę założyłam, skończyłam studia prawnicze. Interesowałam się przestępczością nieletnich i jej przyczynami – skąd tylko krok do alkoholizmu i jego wpływu na funkcjonowanie całej rodziny. Stałam się specjalistą w tej delikatnej dziedzinie. Znam chorobę alkoholową, jej mechanizmy i znam sposób, w jaki funkcjonuje rodzina osoby na nią cierpiącej. Zafascynowało mnie to. Poznałam bardzo wielu ludzi, którzy wyszli z tego potrzasku i… są to bez wątpienia jedni z najfajniejszych ludzi jakich poznałam. Dlaczego?

Bo przestali uciekać. Od siebie, od bezradności. I od problemu, który jest wielki, ma wielkie rogi i goni nas dniem i nocą. My uciekamy, a on nas goni nieustannie.  Alkoholicy, ich współuzależnione dzieci i równie chorzy małżonkowie, nauczyli mnie, że trzeba przestać uciekać. Przestać się bać bezradności. Trzeba stanąć, odwrócić się i wziąć tego potwora za rogi. 

 

Walczymy tak z mężem do dzisiaj, nie ze sobą, a o siebie. O nas. I z tej walki o miłość urodziło nam się sześcioro fajnych ludzi. Tak sześcioro, to nie pomyłka w druku. Ci ludzie są jeszcze młodzi, ale już widać, jacy są piękni. Piękni ludzie, owoce naszej miłości. I naszej walki.

 

 

Zanim jednak tę rodzinę założyłam, skończyłam studia prawnicze. Interesowałam się przestępczością nieletnich i jej przyczynami – skąd tylko krok do alkoholizmu i jego wpływu na funkcjonowanie całej rodziny. Stałam się specjalistą w tej delikatnej dziedzinie. Znam chorobę alkoholową, jej mechanizmy i znam sposób, w jaki funkcjonuje rodzina osoby na nią cierpiącej. Zafascynowało mnie to. Poznałam bardzo wielu ludzi, którzy wyszli z tego potrzasku i… są to bez wątpienia jedni z najfajniejszych ludzi jakich poznałam. Dlaczego?

Bo przestali uciekać. Od siebie, od bezradności. I od problemu, który jest wielki, ma wielkie rogi i goni nas dniem i nocą. My uciekamy, a on nas goni nieustannie.  Alkoholicy, ich współuzależnione dzieci i równie chorzy małżonkowie, nauczyli mnie, że trzeba przestać uciekać. Przestać się bać bezradności. Trzeba stanąć, odwrócić się i wziąć tego potwora za rogi. 

 

 

Zatrzymałam się więc i ja. Spojrzałam swojemu życiu prosto w oczy. Zobaczyłam złe doświadczenia, mechanizmy, lęki, ale zobaczyłam też sposoby na nie. Mądrzy ludzie już dawno wymyślili, opisali i nazwali każdy z moich problemów. Otarłam nosek, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Nie było łatwo, ale działało.

I tak to się zaczęło. A potem uczestniczyłam w wielu szkoleniach z zakresu funkcjonowania rodzin i wychowania dzieci. Przez lata prowadziłam wykłady o tematyce: „miłość małżeńska” w Polsce i na emigracji. Do dziś pamiętam, jak po pierwszym z nich połowa sali pociągała nosem, a druga przyszła porozmawiać ze mną po wykładzie. Wtedy zrozumiałam, że te proste prawdy i zasady (tak oczywiste, aż wstydziłam się o tym mówić, myśląc, że to każdy wie), dla wielu są odkryciem. Że nigdy dość mówienia o nich. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś chce słuchać. A wielu chciało.

Minęło jeszcze 15 lat. Wielu małżeństwom pomogłam. A może lepiej pomogliśmy, bo ten fajny facet o szalonym nazwisku zdobywał praktyczne umiejętności razem ze mną. Czas płynął i tak łączyły się w mojej blond głowie wiedza i doświadczenie. Wyciągnęłam wnioski i naukę z historii trudnych, pięknych i jeszcze trudniejszych. Poznałam wielu przefajnych ludzi. I to właśnie oni, dzieląc się swoimi opowieściami, uczyli mnie dalej. 

 

 

Zatrzymałam się więc i ja. Spojrzałam swojemu życiu prosto w oczy. Zobaczyłam złe doświadczenia, mechanizmy, lęki, ale zobaczyłam też sposoby na nie. Mądrzy ludzie już dawno wymyślili, opisali i nazwali każdy z moich problemów. Otarłam nosek, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Nie było łatwo, ale działało.

I tak to się zaczęło. A potem uczestniczyłam w wielu szkoleniach z zakresu funkcjonowania rodzin i wychowania dzieci. Przez lata prowadziłam wykłady o tematyce: „miłość małżeńska” w Polsce i na emigracji. Do dziś pamiętam, jak po pierwszym z nich połowa sali pociągała nosem, a druga przyszła porozmawiać ze mną po wykładzie. Wtedy zrozumiałam, że te proste prawdy i zasady (tak oczywiste, aż wstydziłam się o tym mówić, myśląc, że to każdy wie), dla wielu są odkryciem. Że nigdy dość mówienia o nich. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś chce słuchać. A wielu chciało.

Minęło jeszcze 15 lat. Wielu małżeństwom pomogłam. A może lepiej pomogliśmy, bo ten fajny facet o szalonym nazwisku zdobywał praktyczne umiejętności razem ze mną. Czas płynął i tak łączyły się w mojej blond głowie wiedza i doświadczenie. Wyciągnęłam wnioski i naukę z historii trudnych, pięknych i jeszcze trudniejszych. Poznałam wielu przefajnych ludzi. I to właśnie oni, dzieląc się swoimi opowieściami, uczyli mnie dalej. 

 

Kochani, mówiąc wprost, wiem jak pomóc.

Niekoniecznie swoimi rękami. Wiem, że trzeba i kiedy trzeba korzystać z pomocy specjalistów. Chcecie żyć na serio i świadomie? Nie płynąć z prądem wydarzeń (jak odpadki), tylko kształtować swoje życie? Podejmować decyzje, wybierać i kochać. Realnie. Konkretnie. Żadne tam „bułkę przez bibułkę”, tylko wbijać zęby w życie i walczyć do krwi? A jak zobaczycie problem, to nie zamykać oczu i hop pod kołdrę, tylko kiecka w dłoń i maszerujemy do specjalisty. Chcecie tego?

Jeżeli tak, to uwierzcie:  CHCIEĆ TO MÓC!

No i proszę. Przedstawiam się Państwu – wspierająca mieszanka wybuchowa, doprawiona żółcią humoru i temperamentu.

Kasia ŻÓŁĆ

Pogadamy?

Ps. I wiem, że marzysz o szczęśliwej rodzinie i domu, do którego chce się wracać. Wiem, bo mi o tym opowiadasz za każdym razem, jak się poznajemy. Więc do dzieła!

Kochani, mówiąc wprost, wiem jak pomóc.

Niekoniecznie swoimi rękami. Wiem, że trzeba i kiedy trzeba korzystać z pomocy specjalistów. Chcecie żyć na serio i świadomie? Nie płynąć z prądem wydarzeń (jak odpadki), tylko kształtować swoje życie? Podejmować decyzje, wybierać i kochać. Realnie. Konkretnie. Żadne tam „bułkę przez bibułkę”, tylko wbijać zęby w życie i walczyć do krwi? A jak zobaczycie problem, to nie zamykać oczu i hop pod kołdrę, tylko kiecka w dłoń i maszerujemy do specjalisty. Chcecie tego?

Jeżeli tak, to uwierzcie:  CHCIEĆ TO MÓC!

No i proszę. Przedstawiam się Państwu – wspierająca mieszanka wybuchowa, doprawiona żółcią humoru i temperamentu.

Kasia ŻÓŁĆ

Pogadamy?

Ps. I wiem, że marzysz o szczęśliwej rodzinie i domu, do którego chce się wracać. Wiem, bo mi o tym opowiadasz za każdym razem, jak się poznajemy. Więc do dzieła!