Znacie kochani to hasło, które od dłuższego czasu funkcjonuje masowo, jako wyświechtany pocieszacz i głaskacz. Masz problemy, nie możecie się dogadać z mężem, jesteś w trudnej sytuacji, szukacie mieszkania, pracy, straciłaś kogoś albo masz wszystkiego dość; dookoła słyszysz: „jakoś to będzie, wszystko się ułoży”. Albo jeszcze lepiej: „BĘDZIE DOBRZE! MUSI BYĆ!”
Kochani, muszę Wam to od razu powiedzieć – samo nie ułoży się nic. Chcesz zepsuć sobie życie, to usiądź i czekaj, aż się ułoży.
WYRZUCAMY ZE SWOJEGO SŁOWNIKA ZDANIE: „JAKOŚ TO BĘDZIE”.
WYRZUCAMY TEŻ: „BĘDZIE DOBRZE, MUSI BYĆ”.
Ja to nazywam myśleniem magicznym albo życzeniowym. Bo skoro nasi rodzice jakoś żyli, inni jakoś tam żyją, wszyscy to przechodzili, to damy radę. Będziemy sobie żyć i płynąć, jak nas życie poniesie, i będzie się układać. Jakoś. „Jakoś”, ale zarazem „dobrze”. Bo tak być „musi”. Prawda, że to zabawne?
Wszystko na czym nam w życiu zależy, wymaga wysiłku, uwagi, troski i zaangażowania. I zazwyczaj jesteśmy tego świadomi. Podlewamy kwiaty, karmimy dzieci, uczymy się jeździć na nartach, przygotowujemy prezentację i zakwas na barszcz. A małżeństwo ma się nam samo udać? Niby dlaczego?
Kiedy planujemy jakieś przedsięwzięcie – biznes, projekt czy nawet kupno chomika, musimy się trochę do tego przygotować i choć odrobinę o tym dowiedzieć. Poczytać, popytać, pozbierać dane, ogarnąć potrzebne do tego akcesoria i zacząć działać. Nie chcemy przecież, by projekt nam się nie udał, z biznesu wyszły nici a chomik nie przeżył tygodnia.
Dokładnie tak samo jest z małżeństwem. Wszyscy chcemy mieć fajne i udane małżeństwo. Chcemy być kochani, chcemy kochać i chcemy mieć dom, do którego chce się wracać. Na nasze nieszczęście zbyt często nie robimy w tym kierunku NIC.
Nawet jakby nie wypada, prawda? Bo to tak jakoś głupio, żeby na własnym mężu nam zależało. Starać się, żeby żona była szczęśliwa i jeszcze o tym mówić? Po ślubie to jakąś pracę trzeba ogarnąć, fajną ścieżkę rozwoju wytyczyć, może jakieś dzieci porodzić (wtedy to nawet coś może poczytamy). Ale żeby o relację z żoną czy mężem zadbać, to jednak bez przesady! Jakbyśmy się nie kochali, to byśmy się nie pobrali.
Żeby to było takie proste! Ślub, a potem miłość, aż po grób. Niestety tej miłości do grobowej deski dookoła jakoś nie widać. Za to ludzi poranionych i prawie na ślepo szukających miłości, dużo więcej. Moim zdaniem, jeżeli nie weźmiemy się – ty i ja, my i wy – za swoją miłość konkretnie teraz, dziś, bez ociągania, to ona umrze. Zdechnie, jak za przeproszeniem, nie karmiony chomik. Bo miłość potrzebuje pokarmu. Tak, pokarmu z konkretnych codziennych zdarzeń, słów, uczuć, rozmów, dotyków i jeszcze paru ważnych rzeczy. Wiem, że chcecie o to powalczyć!
Mój ulubiony eksperyment. Nikt nie widzi Waszych odpowiedzi, możecie więc być szczerzy ze sobą. Ile macie w domu poradników?
Dieta bezglutenowa, jak żyć w zgodzie z naturą, sztuka układania w szufladach, rośliny doniczkowe uprawiane w domu? A może jak wzmocnić odporność, ćwiczenia przed telewizorem, wędkowanie dla początkujących i może przyjazne wnętrze w stylu skandynawskim? Może jeszcze coś o wychowaniu dzieci się znajdzie.
A ilu z nas ma w domu poradnik czy książkę z dziedziny: „jak kochać męża”, „jak kochać żonę”. Oczywiście, może być nie tak dosłownie. Może o różnicach między kobietą i mężczyzną? Pani w różowym. Brawo! A może, jak rozmawiać ze sobą? Zasady komunikacji? Dialog? Sztuka rozwiązywania konfliktów? Planowanie czasu? Syndrom dorosłych dzieci alkoholików? A może wpływ traumy wczesnodziecięcej na funkcjonowanie dorosłego człowieka? A może jeszcze coś innego. Jak złagodzić objawy menopauzy?
Rozumiecie już prawda? Żeby nam się to nasze śliczne i kochane małżeństwo udało, trzeba posiąść minimum podstawowej wiedzy. Czytamy, googlujemy wiele. Mamy appki na każdą okoliczność. A czemu by nie poszukać czegoś, co pomoże nam żyć razem szczęśliwie?
Może nam się uda nie popełniać podstawowych błędów, albo popełniać ich mniej. Do tego ważnego projektu jakim jest „szczęśliwe małżeństwo” warto podejść choć trochę profesjonalnie. Żeby nie zaniedbać miłości, która między Wami jest. Żebyśmy przypadkiem tego nieszczęsnego chomika, przez brak wiedzy, nie karmili zupą i chipsami, bo jakoś wszyscy to jedzą i żyją.
Po prostu musimy posiąść minimum podstawowej wiedzy o sobie nawzajem, bo inaczej gwarantuję, że będziemy potem mówić, że wszyscy faceci to świnie, albo że z mojej żony to po ślubie zołza wylazła.
Nie trzeba oczywiście kupować wielkich tomów, czytać rozpraw doktorskich i opracowań naukowych. W dzisiejszych czasach można poszukać porządnego podkastu, audiobooka, którego posłuchacie w drodze do pracy. Jeżeli nie lubicie słuchać, wydrukujcie artykuł, kupcie lub pożyczcie książkę i czytajcie razem, siedząc na brzegu wanny, lub osobno, w wolnej chwili, jak Wam pasuje. Chodzi o to, by poszukać treści ważnych i rozwijających, a potem o nich gadać. Znam małżeństwo, które ma taki sposób, że ona piecze, a on siedzi obok i czyta na głos mądre książki, które oboje chcą przeczytać. W ten sposób czytają jednocześnie, a potem ciasto do kawy i dyskusji, jak znalazł.
Przykładzik
Pamiętam parę, która wwierciła się w mój mózg i do dzisiaj mam ich przed oczami. On, typ byczka, z cyklu ten, co umiałby wziąć sprawy w swoje ręce (czytaj: przyłożyć, kiedy trzeba). Odrobinę przerażający. Ona miła, cicha i chuda. Przeraźliwie chuda i do tego blada. On otwarty i gadatliwy, ona milcząca, taka wątła i wycofana. W drzwiach odważyłam się ją zagadać, bo ukochany na chwilę się oddalił.
– No to kiedy ten Wasz ślub?
– No nie wiem, nie wiem, sama nie wiem. – Wydukała z opuszczoną głową. – My już się raz rozstaliśmy, było źle, bardzo źle. No teraz wróciliśmy, wszystko się jakoś ułoży. Nie jest najlepiej, ale będzie dobrze, musi być… – i patrzy na mnie tymi swoimi smutnymi oczami, osadzonymi w bardzo wychudzonej twarzy. Trochę mnie już chyba znacie. Prawie ją ofuknęłam.
– O nie, nie, nie! Nie może być: „nie najlepiej”! Nie musi tak być! Niech się Pani zastanowi, Pani może być szczęśliwa. Trzeba być szczęśliwym, a chociaż zadowolonym, jeśli myśli się o małżeństwie. – Byłam zdesperowana. – Jeżeli nie jest dobrze, a było bardzo źle, to proszę jeszcze pomyśleć! Może Pani z kimś porozmawia! – zaklinałam, a ona tylko na mnie patrzyła.
Nie wiem niestety, co się z nimi dalej stało. Życie to nie bajka.
Jeżeli decydujesz się na to, by dzielić z kimś swoje życie, dobrze się zastanów, a potem do tego przygotuj. Przyłóż się, do tego ważnego dla Ciebie zadania. Przyłóż się sercem, duszą ale i umysłem.
Uważam, że gdyby ta dziewczyna miała minimum podstawowej wiedzy o sobie, o człowieku i w ogóle o relacjach, wiedziałaby co najmniej, że:
- Jeżeli było między nimi źle, jest nie najlepiej, to po ślubie będzie jeszcze gorzej. Ślub nie jest tabletką na polepszenie relacji.
- Ma prawo wybrać sobie męża. Powtarzam wybrać, by było jej dobrze i by była szczęśliwa. Bo wcale nie musi tak być.
- Jej życie jest ważne. Ona jest ważna i ma obowiązek zapytać się samej siebie, czy tego akurat człowieka widzi obok siebie na resztę życia.
- A jeżeli nie potrafi zdecydować, rozważyć, jeżeli czuje się przymuszana, ma prawo, a nawet powinna poprosić o pomoc kogoś, komu ufa.
- A może potrzeba jej żelaza, witaminy D, albo terapii. A może jest ofiarą przemocy?
Nie wiem. Ale warto byłoby poszukać odpowiedzi na te pytania.
No dobra, a teraz zadam Wam zadanie domowe!
ZASTANÓWCIE SIĘ, co Was interesuje w temacie Waszego małżeństwa. Może chcecie się jeszcze lepiej zrozumieć, może coś idzie źle, coś Was martwi, a może coś chcecie razem zaplanować?
Jeśli żona choruje po spotkaniu z krewnymi, to może o wpływie życia w rodzinie alkoholowej na funkcjonowanie w życiu dorosłym (sorry, mój konik)? Albo sposoby dobrej komunikacji, albo wpływ braku magnezu i cynku na samopoczucie jesienią? Obojętnie. Czasem mąż jest (uwaga na stereotypy, ale zaryzykuję uogólnienie) bardziej techniczny. Może założy konto na jakimś medium i ściągnie Wam na komórkę coś na początek. I umawiacie się, że za trzy dni siadacie przy kawie (najlepiej poza domem, może być spacer) i gadacie o tym.
Dlaczego trzeba wyjść, też Wam opowiem, wszystko przed nami.
I koniecznie dajcie znać, jak Wam idzie.
Do usłyszenia za tydzień!
JEŻELI SIĘ NIE RUSZYMY I NIE ZROBIMY NIC, TO NIE BĘDZIE MIĘDZY NAMI DOBRZE, BO NIE MUSI!

