Moja książka ma 7 rozdziałów. Jeden z nich dotyczy tego, co mąż i żona robią ze sobą najczęściej i jest dwa razy dłuższy od pozostałych.
Rozmawianie, gadanie, opowiadanie sobie i słuchanie siebie, jest bez wątpienia podstawą podstaw. W małżeństwie możemy wszystko przeżyć, ze wszystkiego wybrnąć i wszystko przerobić na naszą korzyść pod warunkiem, że ze sobą rozmawiamy.
Jakie to proste
Dzisiaj powiem o małym, malutkim małżeńskim problemie komunikacyjnym.
Przed Państwem – GRANIE RÓL!
Komunikowanie w małżeństwie służy nie tylko temu, by ustalić kto dziś wychodzi z psem, kto odbiera dziecko i o której obiad. Ewentualnie ogórkowa, czy kapuśniak. Z ziemniakami, czy z ryżem.
W małżeństwie musi zaistnieć spotkanie dwóch osób. Z ich potrzebami, upodobaniami, pragnieniami, radościami, troskami, lękami itp.
Dialog. Wzajemna wymiana sobą. Jedno drugie wspiera, razem się cieszymy, razem płaczemy i bardzo chcemy sobie nawzajem pomagać.
Niestety, nie da się tego zrobić, jeżeli nie będziecie dla siebie nawzajem SOBĄ! Jeżeli nie pokażecie swojej prawdziwej wersji, swojego prawdziwego ja, tylko będziecie wiecznie odgrywać jakieś role, np. „dobrej żony”.
Niestety istnieją tacy małżonkowie, którzy nigdy nie są przed sobą prawdziwi. Mówią, robią i zachowują się tak, jak uważają, że powinna zachować się dobra żona, czy dobry mąż. Pozornie fajnie, prawda? Tylko, że oni całe życie grają. Tak, w dobrej wierze i pozornie dobrą rolę. Na dłuższą metę to nie działa. Nie może.
Przykład
– Kochanie, mogę dziś iść z kolegami na mecz?
– Pewnie, idź.
– A nie chciałaś dziś omówić ze mną czegoś wieczorem, coś wspominałaś, ale zapomniałem, a wiesz nasi grają.
– Nie, nie, spoko, idź, dam radę.
– Na pewno? Bo jak chcesz, to może powiem, że nie idę.
– Bez przesady, idź. Nie mogę Ci zabraniać wychodzić z kolegami.
– Wiesz, bo mogę zostać, jeśli mnie potrzebujesz. Obejrzę skróty.
– No co Ty. Dam rade. Idź, skoro inni idą.
– No, to świetnie. Kocham, paaa!
Mąż wychodzi, a żona… w płacz. Miał mi pomóc. Wszystko na mojej głowie. No jak go miałam nie puścić, byłby zły, nie mogę mu tego robić. Jednak to typowy facet. Nie pomyślał o mnie….. I płynie wewnętrzna narracja ofiary na własne życzenie. I płyną łzy.
Niektórzy mężczyżni nie znają innej komunikacji z żoną i pewnie nawet się domyślą. Po minie, po spuszczonych oczach, czy czymś innym, tylko im wiadomym. Będą dopytywać, może zostaną, ale skwaszona atmosfera prawdopodobnie zostanie na długo.
A gdyby tak powiedzieć:
Kurczę, wiesz faktycznie Cię dziś potrzebuję. Możesz iść kiedy indziej? Ach, dziś ten ważny mecz. Dobrze to proszę, zarezerwuj czas jutro wieczorem, lub koniecznie zadzwoń z pracy, to podejmiemy decyzję. Nie chcę tego robić sama. To dla mnie obciążające, wolę zrobić to z Tobą. Ja tez spróbuję w takim razie coś fajnego dziś zrobić, a te trudną sprawę przełożymy i załatwimy razem jutro. Buzi, buzi. Koniec i kropka
Zauważyłam, że bardzo trudno małżonkom wyrażać swoje potrzeby. Obojgu.
Robimy wszystko, by nie powiedzieć wprost.
Ilu nieporozumień można by uniknąć, gdyby na przykład żona powiedziała:
Nie lubię namiotów. Wszędzie brudno, niewygodnie i słychać bąki u sąsiadów. No i o romantycznych nocach zapomnij, bo całe pole namiotowe słyszy. Od 5 lat marzę o hotelu. Proszę mężu, spróbujmy w tym roku, choć parę dni w innych warunkach.
I wytrwała przy swoim nawet, jeśli mąż zrobi duże oczy – przecież zawsze lubiłaś wakacje w namiocie!!!!!
Tak, lubiłam, ale to było 5 lat i dwie ciąże temu. Teraz wolę inaczej. Wreszcie chciałabym mieć na wakacjach łóżko i spokojnie się do męża przytulić. I choć symboliczne drzwi między nami, a sąsiadami. Proszę kochanie, bardzo mi na tym zależy.
Który mąż odmówi takiej prośbie? Wredny. A wrednych tu nie ma
Uczymy się mówić wprost. Postawa męczennika lub ofiary, na dłuższą metę i nie działa i nie uszczęśliwia. Nikogo.
Mój mąż, gdy mi się zdarza jakoś tak zapętlać, mówi na przykład:
Masz ochotę na sernik, dlatego mam sobie zamówić, tak? Ja wolę makowiec, ale dobrze, zamówię sobie, żebyś Ty mogła dzióbnąć ode mnie. (Bo ja nigdy nie jem ciasta. Własnego
)
Wyrażanie sowich potrzeb wprost, jest bardzo ważne.
Gumka naciągana za długo, pęknie.
Nie jutro może i nie za tydzień. Ale nie mówcie, że nie ostrzegałam.

