Mówiliśmy o tym, że samo nic się nie zrobi. Samo się nie uda. Miłość, i to szczęśliwa, pomiędzy dwojgiem ludzi, jest możliwa, pod warunkiem, że nie siedzą i nie czekają, aż „się ułoży”. Moi mili, wiemy już, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i o miłość dbać. Inaczej mówiąc, trzeba po prostu chcieć kochać – konkretnie, twórczo, aktywnie i wytrwale – człowieka, którego sami sobie wybraliśmy. Którego kochaliśmy, jak wariaci, któremu przysięgaliśmy. I który, co jest również bardzo ważne, robi to samo dla nas. Też się stara, rozwija i też ma stale to samo zadanie przed oczami: żebyśmy żyli razem szczęśliwie, by chciało się nam wracać do domu.
Wiemy, że warto próbować zdobyć trochę wiedzy, potrzebnej do realizacji projektu: „fajne małżeństwo”. Czytamy, oglądamy, rozglądamy się i nie spoczywamy na laurach. „Mam ją, to już mogę wyluzować”. „Zdobyłam chłopa, to już mam spokój, nie muszę się wysilać”. Nawet nie próbujmy tak myśleć. Nie radzę. Bardzo nie radzę! Gdy przestaniemy choć trochę dla siebie i o siebie się starać, to zostaną nam odruchy i przyzwyczajenia, a im nie warto ufać. (Pilocik, pyfko dla tatusia i „wrzuć na luz maleńka!”)
Teraz, kochani, kolejna przebanalna i równocześnie przeważna sprawa – ROZMAWIAMY!
Uwielbiam przypominać Wam (i sobie), jak się poznaliście i jak się w sobie zakochiwaliście. Pamiętacie te rozmowy od rana do nocy? Ile musieliście sobie opowiadać, ile razem przeżywać? Miliony wydane na telefony, SMS-y, listy, tysiące spraw, które trzeba było omówić. I to poczucie, że nikt Was tak nie rozumie, że jeszcze z nikim tak dobrze się nie rozmawiało, że nigdy Wam się temat nie kończy. Że wreszcie ktoś mnie na serio rozumie. Tak, właśnie tak zwykle się zaczyna – od rozmowy. Od wzajemnej fascynacji naturalnie, ale rozmowa jest w niej bardzo, ale to bardzo istotna.
Będę powtarzać do znudzenia, że każdy chce być kochany. Przyjęty i zauważony, i wybrany. A właśnie rozmowa, dialog, słuchanie się nawzajem, jest tego najlepszym dowodem czy potwierdzeniem. W rozmowie, w dialogu wyraża się to co najważniejsze: widzę Cię i słyszę, jesteś dla mnie ważny, słucham Cię, skupiam się na Tobie i chcę wiedzieć o wszystkim, co się w Tobie i z Tobą dzieje. Chcę tego, bo Cię kocham.
Zapytam teraz Was i siebie, bo nigdy dość starań, by kochać bardziej, mądrzej i dojrzałej. Spokojnie, nikt nie słyszy odpowiedzi:
- Czy obchodzi mnie to, co mąż lub żona ma mi do powiedzenia? Czy zakładam, że zawsze wiem o co mu chodzi i jak tyko otworzy buzię, przestaję słuchać lub kończę za niego?
- Czy przerywam czynność, jaką wykonuję, by chociaż spojrzeć i spróbować wysłuchać tego, co chce mi powiedzieć?
- Czy patrzę mu w oczy, dopytuję, czy dobrze zarozumiałam, czy zachęcam, by mówił dalej?
- Kiedy ostatni raz usiedliśmy razem i pogadaliśmy o czymś innym, niż problemy i sprawy do załatwienia?
- Kiedy ostatni raz zapytałaś męża: „Co u Ciebie słychać, kochanie?”.
- A może zapytałeś ostatnio żonę: „Jak minął dzień mojej ukochanej?”.
- Kiedy ostatni raz byliście na kawie, obiedzie, winie? Sami, nie ze znajomymi, i gadaliście o sobie, o Was, o Waszej miłości?
- Czy rozmawiacie wieczorem, przed snem, czy kładziecie się w miarę o tej samej porze, by być razem i choć trochę pogadać? (Wiem, wiem, e-maile trzeba odebrać, sprawdziany poprawić, pobuszować w necie również. A mąż czy żona, znowu sam zasypia, bo my właśnie spotkanie z ekranem uprawiamy.)
- A może dzwonisz czasem z długiej podróży samochodem, w przerwie obiadowej, ze szkolenia, z pociągu – i opowiadasz o tym, co Ci w duszy gra?
Niestety zbyt często myślimy, że skoro się kochamy, a przynajmniej kochaliśmy jeszcze tak niedawno, to wszystko wiadomo. Życie się toczy, jesteśmy razem, o co tej babie chodzi, z tym gadaniem?
Pozwolicie, że pozostanę przy naszym, przysłowiowym już, chomiku z poprzedniego odcinka. No, niech to będzie jakiekolwiek zwierzątko domowe: kotek, piesek, papużka. Przywiązujemy się do niego, karmimy, dbamy i… mówimy do niego z miłością. Gruchamy, a pieszczotliwe: „pójdzie piesek z panem na spacerek, pójdzie”, „damy chomiczkowi zaraz ziarenek, damy” i tym podobne „tiu, tiu, tiu”, płynie odruchowo z naszych ust. Niektórzy mówią, że do roślin trzeba mówić, bo lepiej rosną.
A JA WAM POWIEM, ŻE Z MAŁŻONKIEM TRZEBA ROZMAWIAĆ. WTEDY ROŚNIE MIŁOŚĆ, A NAWET KWITNIE. I TO NAWET W ŚRODKU ZIMY.
Kochani żółci czytelnicy, trzeba, po prostu koniecznie trzeba ze sobą rozmawiać po ślubie. Wszystko, co ważne, buduje się dzięki rozmowie. Więź między Wami powstała i musi się wzmacniać w dialogu, w spotkaniu. Trzeba mówić, ale jeszcze bardziej trzeba słuchać siebie nawzajem. W tej potrzebie bycia kochanym, o której ciagle mówię, zawiera się potrzeba bycia zauważonym, ważnym dla kogoś – czytaj: potrzeba bycia WYSŁUCHANYM.
Chcesz okazać lekceważenie – ignoruj rozmówcę. Chcesz okazać szacunek – słuchaj.
Prosta zasada komunikacji, której uczą wszystkich razem wziętych managerów, piarowców i zarządzających zasobami ludzkimi. Wszyscy powinnismy to wiedzieć. To jest właśnie część pakietu podstawowej wiedzy, której brak rozwala nam życie. Słuchając, wyrażamy szacunek. A mąż czy żona słuchając, i to aktywnie, czego też można się nauczyć, wyraża miłość.
Przykładzik z przytupem, ale prawdziwy:
– Kochanie, kupiłam te bilety i wychodzę do teatru z mamą, dziś wieczorem, pamiętasz? – Zaaferowana żona w wałkach na głowie i maseczce na twarzy, na wszelki wypadek zagaduje swego męża.
– Jakie bilety, jaki teatr, ja nic nie wiem – poziom popłochu w jego oczach zdradza, że wszelki wypadek jednak nastąpił.
– No mówiłam ci tydzień temu, uzgodniliśmy, że pójdę z mamą, w piątek do teatru, bo dobra sztuka jest, a ona taka sama, w domu ostatnio tylko siedzi, wyciągnę ją.
– Jak to, uzgodniliśmy? Nic nie uzgadnialiśmy, w ogóle nie było rozmowy.
– No nie żartuj. – W głosie żony dźwięczy już irytacja. – Uzgadnialiśmy, bo musiałam bilety rezerwować, zgodziłeś się i dziś zostajesz z dziećmi.
Daruję Wam, kochani, opis karczemnej awantury, jaka potem wyniknęła między nimi. Możecie sobie wyobrazić, po obu stronach silne poczucie, że ktoś robi ze mnie idiotę. A sprawa była bardzo prosta. Żona rozmawiała z mężem, kiedy ten pracował przy komputerze. Nawet jej odpowiadał.
– Tak, tak. Dobrze, pewnie, spoko. OK. – Ale nie słyszał.
Podobno, statystycznie, mężczyźni mają mniejszą podzielność uwagi niż kobiety. Statystycznie, więc pewnie nie wszyscy. Ale z Waszych opowiadań, wiem, że wielu. Doświadczenie mówi: nigdy nie załatwiajcie ważnych spraw w czasie, gdy on czy ona, pracuje przy komputerze, robi z dziećmi lekcje, poprawia prace, pisze książkę, itd. Przerwijcie, spójrzcie, skupcie się. A najlepiej wygospodarujcie w ciągu doby czas dla siebie, na rozmawianie. Na razie mówimy o sprawach do załatwienia, ważnych, domowych, zawodowych. Ważnych. Bo wiemy, że nawet o tym trudno spokojnie pogadać.
Znam rodzinę, która po 21.00 ogłasza – czas dla rodziców. Koniec z petycjami, wnioskami, tata i mama piją herbatkę i rozmawiają. To jest jakiś pomysł. Inni wychodzą z domu na godzinę i siadają w pobliskiej knajpie lub jadą na kawę do piekarni, bo wiedzą, że inaczej jakiś domowy problem albo zgoła małoletni skarb, im to uniemożliwi. Ile par, tyle sposobów. Trzeba być sprytnym.
I oto mamy zadanie na dziś:
Wymyślcie swój autorski sposób na: „ CZAS NA ROZMAWIANIE”.
Radzę i postuluję – znajdźcie trochę czasu KAŻDEGO DNIA!
Nawet 15 minut wystarczy, by w tej karuzeli, jaką jest życie w rodzinie, siebie nawzajem USŁYSZEĆ. Może wyjdzie Wam tego trochę więcej, a możecie się zdziwić, jakie to fajne po latach.
To co, umówcie się („Kochanie, o 22.00 czekam w sypialni, wyłącz już ten komputer”). I koniecznie dajcie znać, jak Wam idzie.
O praktycznych sposobach znajdowania czasu na rozmowę, nie tylko o sprawach bieżących, opowiem następnym razem. Podobno nie lubicie czytać za długich postów. Oj, ja biedna, jak mam Wam to wszystko dobrze wytłumaczyć….
Buziaki
ROZMAWIAJCIE ZE SOBĄ PO ŚLUBIE. TO OBOJGU WYCHODZI NA ZDROWIE.

